GBS > news > blog

znajdź nas

Jak cię widzą, tak ci płacą

05-09-2011 09:37 by Krzysztof Bukański

Amerykanie twierdzą, że ładni zarabiają lepiej. Jednak specjaliści od rynku pracy uważają, że najważniejsze jest dopasowanie się do konwencji określających, jak na danym stanowisku powinno się wyglądać.

 

O tym, że od pewnego stopnia korporacyjnej hierarchii indeks masy ciała (stosunek masy ciała do wzrostu danej osoby, tzw. body mass index – BMI) staje się równie ważny jak MBA (wyższe studia menedżerskie), Bogdan Milewski przeczytał w jakimś biznesowym magazynie. Dziś już nie pamięta, kto to napisał („Jakiś zachodni menedżer z wielkiej korporacji"), ani z jakiego pisma pochodziła wydarta kartka, którą ktoś ukradkiem podrzucił mu trzy lata temu przed weekendem na biurko w banku. Ale tej sytuacji nie zapomni do końca życia. – Czytałem i czułem, jak na policzki wylewa mi się rumieniec wstydu i złości. Wiedziałem, co ktoś chce mi dać do zrozumienia. Miałem prawie 30 kg nadwagi – opowiada Milewski (37 l.).

Weekend nie był najprzyjemniejszy. Milewski wyładowywał wściekłość na żonie, psie i trzyletniej córce. – Nie mogłem się pogodzić z krytyką, czułem się dyskryminowany – wspomina. – Dotychczas wydawało mi się, że wszystko załatwiają kompetencje, wyprasowana koszula i przepisowy ciemnoszary garnitur.

Im dłużej myślał, tym więcej nieprzyjemnych myśli krążyło mu po głowie. Rok wcześniej awansowano kolegę, chociaż miał krótszy staż w firmie. Na pół roku do centrali we Frankfurcie pojechała koleżanka, a nie on. W czasie ostatniej oceny szef powiedział, że musi popracować nad wynikami, a inni wcale nie mieli lepszych.

Minęły dwa miesiące, zanim podjął decyzję. Zastosował drakońską dietę kopenhaską, potem dołożył regularne wizyty na basenie. – W pół roku schudłem 20 kg i od dwóch lat udaje mi się utrzymać tę wagę. Przydałoby się jeszcze z pięć, ale i tak uważam to za sukces. Lepiej się czuję, jestem bardziej efektywny, nie pocę się jak kiedyś ani nie dostaję zadyszki na schodach – mówi. – Rok temu awansowałem, lubię myśleć, że to z powodu kompetencji, ale tak naprawdę to nie jestem do końca pewien.

Ładny, czyli dobry

Piękny to dobry, mądry, pracowity, uczciwy – jak Królewna Śnieżka, Kopciuszek, Pocahontas. Brzydki jest zły, leniwy, podstępny – jak Gargamel, Baba-Jaga czy Cruella de Mon z opowieści o 101 dalmatyńczykach. Uczymy się tego od dzieciństwa. – Porządkując swój sposób myślenia o świecie za pomocą stereotypów, jesteśmy bardziej skłonni przypisywać pozytywne cechy charakteru osobom dobrze wyglądającym – mówi dr Tomasz Grzyb, psycholog społeczny z wrocławskiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – A kanony piękna wpaja się nam od dzieciństwa, pokazując najpierw piękne królewny, a potem modelki i modeli o niedościgłych sylwetkach.

Nic dziwnego, że ładnym łatwiej w polityce, biznesie, na rynku pracy, a nawet w sądzie. Amerykańscy naukowcy zauważyli, że osoby o miłej aparycji dwukrotnie częściej są uniewinniane przez ławę przysięgłych, a jeśli już dowody są niezbite i delikwent zostaje skazany, to zazwyczaj otrzymuje wyrok o połowę niższy niż mniej urodziwi podsądni. Z innych badań opublikowanych za oceanem wiadomo, że ładni zarabiają przeciętnie o 17 proc. więcej niż brzydcy.

Podobnych wyliczeń w Polsce nikt dotychczas nie zrobił, ale wyniki internetowego sondażu firmy doradztwa personalnego Sedlak & Sedlak są jednoznaczne. 90 proc. osób, które wzięły udział w badaniu, twierdzi, że wygląd ma duży wpływ na szanse osiągnięcia sukcesu na rynku pracy, a 24 proc., że ma ogromny wpływ.

– Wydaje się jednak, że chodzi nie o urodę, ale o przestrzeganie odpowiedniego dress code’u, a wręcz look code’u. Odpowiedniej dbałości nie tylko o ubiór, ale także o zdrowy wygląd, sylwetkę – mówi Aleksandra Strojek, analityczka rynku pracy w Sedlak & Sedlak.

Coraz częściej nawet przy ubieganiu się o podrzędne stanowisko trzeba dołączyć zdjęcia do CV i podania o pracę. – Rekruterzy twierdzą, że ułatwia im to zapamiętanie konkretnej osoby wśród trafiających na biurko dziesiątek podań, ale nie ma gwarancji, że to nie wpływa na selekcję kandydatów – mówi Strojek. – W końcu zawsze liczy się pierwsze wrażenie.

HR-owcy uważają, że ocena atrakcyjności kandydata wpływa na decyzje pracodawców przy doborze pracowników, ale żaden z nich się do tego nie przyzna. Może z wyjątkiem agencji modelek i niektórych linii lotniczych.

– Polskie prawo wyraźnie zakazuje dyskryminacji ze względu na rasę, płeć, wiek, orientację seksualną, a także z powodu wyglądu – zauważa Krzysztof Bukański, współwłaściciel specjalizującej się w doradztwie personalnym firmy Global Business Solutions. – Pracodawca, który przyznałby się, że nie przyjął kogoś do pracy z powodu wyglądu, naraziłby się na proces.

W 2005 r. przed łódzkim sądem 4,5 tys. zł odszkodowania wywalczyła dwudziestokilkuletnia wówczas Katarzyna Kasprowicz. Mimo dobrych wyników i ponadprzeciętnych kwalifikacji po miesiącu straciła pracę w jednym ze sklepów w Galerii Łódzkiej. Od szefowej dowiedziała się, że jest za gruba. Takich spraw jest sporo i zazwyczaj sąd przyznaje rację pracownikowi, bo zgodnie z polskim prawem to pracodawca musi udowodnić, że nie dyskryminował.

Menedżer ledwie skubnie przy stoliku

Prawo bywa jednak bezsilne, gdy do głosu dochodzą rytuały i symbole statusu. Bukański przypomina sobie sytuację, w której niechlujny wygląd zdecydował o losach pewnego menedżera. – Szukaliśmy dla jednego z klientów kandydata na eksponowane stanowisko w zarządzie i po wielu rozmowach udało nam się wyselekcjonować niemal idealnego. Miał stosowne wykształceniei wiele lat doświadczenia w podobnych firmach. Klient długo się wahał, aż stwierdził, że delikwent się nie nadaje. Wyjaśnił, że nie wyobraża sobie, żeby ktoś nieogolony, w wymiętym garniturze i zachowujący się dość nonszalancko mógł odpowiednio reprezentować jego firmę.

Z przynależnością do odpowiedniej klasy lub nawet tylko z aspirowaniem do niej wiąże się cały zespół zachowań. Ktoś, kto ich nie przestrzega, nigdy nie zostanie w niej zaakceptowany. Dlatego wśród menedżerów latających klasą biznes trudno spotkać otyłego. Miejsca z przodu samolotu zazwyczaj zajmują wysportowani mężczyźni w ciemnych garniturach, z nienagannie przystrzyżonymi, szpakowatymi włosami i zębami pielęgnowanymi przez dentystę tak starannie, jak królewski ogrodnik pielęgnuje trawnik pałacu Buckingham. Albo kobiety z dyskretnym makijażem, w dwuczęściowych garsonkach i butach na niewysokim obcasie.

– To, jak działają biznesowe rytuały, można zaobserwować w hotelowej restauracji – punktuje dr Tomasz Grzyb. Gdy „na wyjeździe" przy śniadaniowym stoliku menedżerowiespotykają kolegów czy kontrahentów, sięgają po musli lub jogurty i owoce. Na jajka z bekonem i dodatkowe kiełbaski pozwalają sobie jedynie w samotności. Doktor Grzyb podobne zachowania zaobserwował nawet u swoich studentek: – Kiedy do pobliskiego sklepiku przychodzą z kolegami i koleżankami, kupują soczki przecierowe i owoce. W samotności częściej pozwalają sobie na grześka bądź snickersa.

Może tych parę centymetrów w pasie jest mniej istotne niż dobre samopoczucie? Nie brak przykładów na to, że przyczyna życiowo-pracowych niepowodzeń tkwi w czymś głębszym niż sam nasz wygląd. Dr Małgorzata Turbiarz, psycholog z Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu, studiowała losy kobiet, które zdecydowały się na poprawę wyglądu za pomocą skalpela. Liczyły na to, że wraz z nim zmieni się cały ich los. Z reguły tak się nie działo, bo to nie w wyglądzie tkwił ich problem. – Po trzech miesiącach wiele z nich na powrót było przygnębionych i niezadowolonych z siebie – mówi badaczka.

Autor: Rafał Pisera
Współpraca: Karolina Zajezierska

Żródło: Wprost Numer: 35/2011 (1490)

Go back

newsletter